niedziela, 7 sierpnia 2011

o Arenalu słów kilka...:)

Za radą czytelniczki bloga, a jednocześnie mojej koleżanki, postanowiłam napisać notkę o Arenalu. Rzeczywiście wspominam o nim na blogu, ale żadnych szczegółów…no to są i one:) przygotowani…???

Otóż Arenal jest miasteczkiem, które ukazuje się wyobraźni wszystkim, gdy pomyślą Majorka. Hotel przy hotelu, ludzie mówiący w kilku językach, plaża, morze, plaża morze, plaża…, restauracje, bary, sklepy z pamiątkami (wszystkiego typu, rodzaju, rozmiaru; jest ich dziesiątki) – to za dnia. W nocy natomiast, gdy już handel zmierza ku końcowi, otwarte zostają dyskoteki.

I tu zaczyna się nocne życie! Jedni spacerują, inni się kąpią, jeszcze inni chodzą w poszukiwaniu tego najlepszego klubu, a kolejni kupują sławne wiadra. Tak! Wiadra..:):):) Mianowicie na Majorce kupuję się wiadro z zawartością np. 1litra wódki, 2 soków, lodu i słomek, bądź też 3 Sangrii, lodu i słomek, itp. W każdym razie zawartość służy do tego, aby we wiadrze stworzyć drinka. Następnie usiąść grupą znajomych na murku i, spoglądając na morze, rozmawiać oraz popijać z mega długich słomek owego drineczka!:) Na razie tylko domyślam się jak to smakuję, ale już w przyszłym tygodniu poznam smak „drinka z wiadra” na własnej skórze.:):):):)

Kolejna atrakcja to fakt istnienia propagandy. Niemalże przed każdym klubem lub restauracją spotkać można ludzi, którzy zapraszają cię do dyskoteki/ na jedzenie/ na drinka. Przyznaję, że czasami przejście mega długim Paseo Maritimo jest męczące, kiedy co kilkanaście (czasami kilka) metrów musisz odmawiać lub wręcz oganiać się od tzw. „pro perów”. Marta i Karola pracują właśnie w tej branży, ale od nich uganiać się nie muszę:P zwłaszcza, że klub dla którego pracują, jest fajny, a i one same zostały, już nieraz, okrzyknięte najlepszymi pro perkami na Majorce! Nie są nachalne, zawsze uśmiechnięte, zabawne i nie patrzą się na nikogo „krzywo”, kiedy mówi, że nie chce wejść. Są fajne, a ich „fajność” jest zauważana!:)

Co do dyskotek to w Arenalu znajduje się jedna, najjaśniej błyszcząca gwiazda, spośród innych. W dyskotece, o której myślę uprawia się seks na scenie. A wygląda to tak : płacisz 20 euro (otwarty bar, tzn. pijesz ile chcesz), o danej godzinie wychodzą na scenę dziewczyny, jest striptiz, a później striptizerki wybierają z chętnej publiczności 3 chłopaków, aby DOSŁOWNIE uprawić z nimi seks. No cóż…można i tak.

Z racji tego, że spędziłam kilkadziesiąt godzin towarzysząc dziewczyną w pracy, spotkałam wielu ludzi, ale też nasłuchałam się i napatrzyłam na różne historie. Oto kilka z nich.

Wracałyśmy pewnego dnia nad ranem do domu i zostałyśmy zaczepione przez Niemca. Krótka wymiana zdań, że skąd jesteśmy, gdzie idziemy itp. Dziewczyny odpowiedziały po angielsku, ale w pewnym momencie dostały głupkowatego natchnienia i zaczęły „mówić” do Niemca swoim językiem. Hahahahahaha…były to kompletne bzdury, które nie znaczyły nic, były polskim bełkotem, który nawet wyrazów nie zawierał, ale zgrały się niesamowicie! Matko...ja myślałam, że umrę ze śmiechu na chodniku:D:D:D a twarz tego Niemca…widok bezcenny! Nie dość, że robił głupkowate, zdziwione miny to jeszcze cały czas próbował zagadywać po angielsku i niemiecku, no co dziewczyny odpowiadały płynny bełkotem!!!!:):):):):)

Równie śmieszne są sytuacje, w których np. Marta mówi komuś, że jest z Japonii, a jej rodzice z Nigerii:D no cóż…dlaczego by nie wierzyc w takie coś wysokiej blondynce o niebieskich oczach?:)

Naturalnie były też historię holenderskich zwycięzców „Idola”, wyznania miłosne, przeróżnego rodzaju propozycje, a to wszystko w otoczeniu mega świetnej ekipy pracującej dla Beach House.

Ze świeżynek to:

Noc z piątku na sobotę spędziłyśmy z Karoliną na plaży. I tam też zdarzyły się historię godne uwagi. Oprócz par migdalących się na plaży (co jest standardem), był koleś kopiący się nago i Niemcy, którzy wzięli nas za bezdomne…haha:D

Co do kolesia to przyszedł z dwoma laskami, a po chwili był już nagi w wodzie. Nie wiemy dlaczego, ale rozebrał się sam, wiec może było to po prostu jego wizja. Dziewczyny chciały mu zabrać ubranie, ale w końcu ograniczyły się do, tego że zostawiły je na daszku plażowej palmy. Cóż to był za nieopisany widok kolesia leżącego nago na brzegu i nie miejącego pomysłu jak to zrobić, aby nie za wiele pokazać. Sytuacja była ciekawsze dzięki dwójce ludzi siedzącej na wprost biedaka nużącego się na brzegu i blisko palmy, na której znajdowały się rzeczy nieszczęśnika. Gdy ten już wyszedł z wody uciął z nimi krótką pogawędkę (jeszcze nago), a później się ubrał i…przyszedł na nasz koc. Do teraz nie mamy pojęcia po co! Po prostu podszedł, wyciągnął telefon, uklęknął na kocu (zajmując moje miejsce), odbył rozmowę i poszedł. A że nie mówił po angielsku ani hiszpańsku, tylko (oczywiście!!!) po niemiecku to się nie dogadaliśmy:D ale co zobaczyłyśmy to nasze…hihihihi:P

Niemcy biorący nas za bezdomne…hahahaha:D leżymy sobie spokojnie i nagle słyszymy za plecami grupkę podpitych Niemców śpiewających na całe gardło o 7 nad ranem. Gdy odkryli nasze istnienie (leżałyśmy za leżakami plażowymi złożonymi jeden w drugi, więc skutecznie nas zasłaniały od strony ulicy) zaczęło się. Podeszło ich ok. 5 i nas otoczyli bez słowa. Na co my się pytamy czego chcą, a że żaden się nie odezwał to Karolina dała im, grzecznie, aczkolwiek dosadnie, do zrozumienia, że mają sobie iść i zostawić nas w spokoju. Kiedy odchodzili jeden z troską zapytał czy nie mamy hotelu, bo skoro śpimy na plaży to wygląda tak jakbyśmy nie miały…hahahahahaha:D zapewniłyśmy ich, że to tylko nasz pomysł, że nam tu dobrze, i że mają się nami nie przejmować. Siedzieli jeszcze chyba z 2 godziny wciąż śpiewając, a jeden z nich, ku mojej uciesze, uciszał kolegów słowami „ciiiii…dajcie dziewczyną spać!’ hahaha:):):)

Ok. 10 poszłyśmy po świeże rogaliki i kawkę do Mc’Donald’s i zostałyśmy na plaży do ok. godziny 17:) Było świetnie, a towarzystwa dotrzymywali nam dwaj Polacy z Karkowa!!!!

Ja dziś mam całkowity relaks i w końcu odespałam wszystko, co do odespania było! Ukrop jest niesamowity!!!!! Siedzi się w cieniu, a pot leci z każdego skrawka ciała. Tak jakby się człowiek topił:) ale to w końcu…Majorka!!!!!!!!!!!!!!!!!:):):):)

Buziaki:*:*:*

czwartek, 4 sierpnia 2011

i znowu weekend:):):)

kurcze!!!!:):):) jeszcze nie odespałam pełnego poaytywnej energii zeszłego weekendu, a jutro znowu piątek!:P

Absolutnie nie narzekam, ale czas płynie jakoś tak super szybko:) Może to dlatego, że sierpień jest typowym miesiącem oczekiwania, przyjazdów, wyjazdów, spotkań i spełnienia marzeń…tym razem nie tylko moich!:) choć moje tez się spełniły!!!:P No bo jakby to być mogło, gdyby mi się znowu w życiu coś nie udało?:P Dobra passo trwaj wiecznie!!!!!!!:D:D:D:D

Zeszły tydzień był cudowny!:) były bąbelki z mydła. Razem z dzieciakami miałyśmy frajdę. No i było tak bajkowo i romantycznie. W czwartek byłyśmy na super wycieczce:) W wiosce, gdzie stał stary dom, jeszcze z ustroju feudalnego. Było naprawdę pięknie. Zwiedziliśmy dom, dzieciaki miały frajdę, skosztowaliśmy typowych dla Majorki słodkości i spróbowałam wina! Mniam…nie tylko bajecznie, ale też pysznie!:) A w piątek był basen. Po raz pierwszy jechaliśmy z dzieciakami na basen oddalony spory kawałek drogi. Kurcze…to dopiero była wyprawa. Maludy spacerują makabrycznie, a do tego zmiana autobusów i jeszcze kawałek na pieszo. Uffff…ale jak już dotarliśmy do celu było super. Dzieciaki właściwie nie zajmowały nam czasu. Pobawiłam się z nimi w basenie, popływałam, powygłupiałam…było dużo śmiechu, prawie pełna swoboda i to, na co czekały już długo, długo…czyli ich ukochany basen! Sofia, dziewczynka z zespołem downa była w swoim żywiole. Czuje się jak ryba w wodzie, więc wystarczyło, że wsadziłyśmy ją do basenu…i jakby jej nie było!:) ehhhh…jak dobrze:) Oczywiście był to basen przeznaczony typowo dla dzieci, dlatego nie bałyśmy się, że coś się stanie. Dobrze, że istnieją takie baseny, bo nie wyobrażam sobie wyjścia na normalny basen z moją grupką nieznośnych dzieciaków.

Później cudowny weekend z dziewczynkami. Z darmowymi drinkami, pełnym relaksem i akcentem tureckim w tle. Było miło, fajnie, śmiesznie…jak to z nimi:)

A ten tydzień to zleciał tak, że właściwe nie mogę uwierzyć w to, że jutro już piątek. I znowu nieprzespana noc i pełno nowych wrażeń z Sangrią i lasagne z Mercadona w tle…hahahaha:) Smutnym jest fakt, że to mój ostatni weekend w Arenalu z dziewczynami. Za tydzień jadę tylko w sobotę i to już w obstawie mojej siostry i szwagra (przyszłego). A później Karolina i Marta wyjeżdżają.

Dlatego właśnie sierpień jest dla mnie miesiącem przylotów i odlotów. Za tydzień w piątek przylatuje moja siostra (JUPIIIIIIIIIII!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) i wylatuje we wtorek, następnie Karola wylatuje w piątek, a Marta 24.08. O kurcze…i wtedy to już wielkimi krokami będzie zbliżał się koniec, bo to już nadejdzie wrzesień…

Zbiera mi się na czarne myśli. Idę zatem, bo tak będzie lepiej, porozmawiać z Polską!:) Niech żyje skype!!!

Buziaki!:*:*:*

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

"jak pięknie jest...."

no coz...jest cudownie!!!!:D

ostatni tydzień był naprawdę super (o tym w kolejnym poście!), dziś 1 dzień sierpnia czyli do Madzi przyjazdu zostało 11 dni...:D jestem szczęśliwa, spędziłam cudowny weekend, mam cudowne przyjaciółki, jest ciepło, słonecznie...czegóz mozna chcieć więcej od zycia????:):):)

szczegóły jutro, o ile znajdę czas, bo końcówki wyprzedazy czekają...hahaha:D:D:D

Dobranoc z hiszpańskiego tarasiku w cudownie ciepłą noc...:)