niedziela, 7 sierpnia 2011

o Arenalu słów kilka...:)

Za radą czytelniczki bloga, a jednocześnie mojej koleżanki, postanowiłam napisać notkę o Arenalu. Rzeczywiście wspominam o nim na blogu, ale żadnych szczegółów…no to są i one:) przygotowani…???

Otóż Arenal jest miasteczkiem, które ukazuje się wyobraźni wszystkim, gdy pomyślą Majorka. Hotel przy hotelu, ludzie mówiący w kilku językach, plaża, morze, plaża morze, plaża…, restauracje, bary, sklepy z pamiątkami (wszystkiego typu, rodzaju, rozmiaru; jest ich dziesiątki) – to za dnia. W nocy natomiast, gdy już handel zmierza ku końcowi, otwarte zostają dyskoteki.

I tu zaczyna się nocne życie! Jedni spacerują, inni się kąpią, jeszcze inni chodzą w poszukiwaniu tego najlepszego klubu, a kolejni kupują sławne wiadra. Tak! Wiadra..:):):) Mianowicie na Majorce kupuję się wiadro z zawartością np. 1litra wódki, 2 soków, lodu i słomek, bądź też 3 Sangrii, lodu i słomek, itp. W każdym razie zawartość służy do tego, aby we wiadrze stworzyć drinka. Następnie usiąść grupą znajomych na murku i, spoglądając na morze, rozmawiać oraz popijać z mega długich słomek owego drineczka!:) Na razie tylko domyślam się jak to smakuję, ale już w przyszłym tygodniu poznam smak „drinka z wiadra” na własnej skórze.:):):):)

Kolejna atrakcja to fakt istnienia propagandy. Niemalże przed każdym klubem lub restauracją spotkać można ludzi, którzy zapraszają cię do dyskoteki/ na jedzenie/ na drinka. Przyznaję, że czasami przejście mega długim Paseo Maritimo jest męczące, kiedy co kilkanaście (czasami kilka) metrów musisz odmawiać lub wręcz oganiać się od tzw. „pro perów”. Marta i Karola pracują właśnie w tej branży, ale od nich uganiać się nie muszę:P zwłaszcza, że klub dla którego pracują, jest fajny, a i one same zostały, już nieraz, okrzyknięte najlepszymi pro perkami na Majorce! Nie są nachalne, zawsze uśmiechnięte, zabawne i nie patrzą się na nikogo „krzywo”, kiedy mówi, że nie chce wejść. Są fajne, a ich „fajność” jest zauważana!:)

Co do dyskotek to w Arenalu znajduje się jedna, najjaśniej błyszcząca gwiazda, spośród innych. W dyskotece, o której myślę uprawia się seks na scenie. A wygląda to tak : płacisz 20 euro (otwarty bar, tzn. pijesz ile chcesz), o danej godzinie wychodzą na scenę dziewczyny, jest striptiz, a później striptizerki wybierają z chętnej publiczności 3 chłopaków, aby DOSŁOWNIE uprawić z nimi seks. No cóż…można i tak.

Z racji tego, że spędziłam kilkadziesiąt godzin towarzysząc dziewczyną w pracy, spotkałam wielu ludzi, ale też nasłuchałam się i napatrzyłam na różne historie. Oto kilka z nich.

Wracałyśmy pewnego dnia nad ranem do domu i zostałyśmy zaczepione przez Niemca. Krótka wymiana zdań, że skąd jesteśmy, gdzie idziemy itp. Dziewczyny odpowiedziały po angielsku, ale w pewnym momencie dostały głupkowatego natchnienia i zaczęły „mówić” do Niemca swoim językiem. Hahahahahaha…były to kompletne bzdury, które nie znaczyły nic, były polskim bełkotem, który nawet wyrazów nie zawierał, ale zgrały się niesamowicie! Matko...ja myślałam, że umrę ze śmiechu na chodniku:D:D:D a twarz tego Niemca…widok bezcenny! Nie dość, że robił głupkowate, zdziwione miny to jeszcze cały czas próbował zagadywać po angielsku i niemiecku, no co dziewczyny odpowiadały płynny bełkotem!!!!:):):):):)

Równie śmieszne są sytuacje, w których np. Marta mówi komuś, że jest z Japonii, a jej rodzice z Nigerii:D no cóż…dlaczego by nie wierzyc w takie coś wysokiej blondynce o niebieskich oczach?:)

Naturalnie były też historię holenderskich zwycięzców „Idola”, wyznania miłosne, przeróżnego rodzaju propozycje, a to wszystko w otoczeniu mega świetnej ekipy pracującej dla Beach House.

Ze świeżynek to:

Noc z piątku na sobotę spędziłyśmy z Karoliną na plaży. I tam też zdarzyły się historię godne uwagi. Oprócz par migdalących się na plaży (co jest standardem), był koleś kopiący się nago i Niemcy, którzy wzięli nas za bezdomne…haha:D

Co do kolesia to przyszedł z dwoma laskami, a po chwili był już nagi w wodzie. Nie wiemy dlaczego, ale rozebrał się sam, wiec może było to po prostu jego wizja. Dziewczyny chciały mu zabrać ubranie, ale w końcu ograniczyły się do, tego że zostawiły je na daszku plażowej palmy. Cóż to był za nieopisany widok kolesia leżącego nago na brzegu i nie miejącego pomysłu jak to zrobić, aby nie za wiele pokazać. Sytuacja była ciekawsze dzięki dwójce ludzi siedzącej na wprost biedaka nużącego się na brzegu i blisko palmy, na której znajdowały się rzeczy nieszczęśnika. Gdy ten już wyszedł z wody uciął z nimi krótką pogawędkę (jeszcze nago), a później się ubrał i…przyszedł na nasz koc. Do teraz nie mamy pojęcia po co! Po prostu podszedł, wyciągnął telefon, uklęknął na kocu (zajmując moje miejsce), odbył rozmowę i poszedł. A że nie mówił po angielsku ani hiszpańsku, tylko (oczywiście!!!) po niemiecku to się nie dogadaliśmy:D ale co zobaczyłyśmy to nasze…hihihihi:P

Niemcy biorący nas za bezdomne…hahahaha:D leżymy sobie spokojnie i nagle słyszymy za plecami grupkę podpitych Niemców śpiewających na całe gardło o 7 nad ranem. Gdy odkryli nasze istnienie (leżałyśmy za leżakami plażowymi złożonymi jeden w drugi, więc skutecznie nas zasłaniały od strony ulicy) zaczęło się. Podeszło ich ok. 5 i nas otoczyli bez słowa. Na co my się pytamy czego chcą, a że żaden się nie odezwał to Karolina dała im, grzecznie, aczkolwiek dosadnie, do zrozumienia, że mają sobie iść i zostawić nas w spokoju. Kiedy odchodzili jeden z troską zapytał czy nie mamy hotelu, bo skoro śpimy na plaży to wygląda tak jakbyśmy nie miały…hahahahahaha:D zapewniłyśmy ich, że to tylko nasz pomysł, że nam tu dobrze, i że mają się nami nie przejmować. Siedzieli jeszcze chyba z 2 godziny wciąż śpiewając, a jeden z nich, ku mojej uciesze, uciszał kolegów słowami „ciiiii…dajcie dziewczyną spać!’ hahaha:):):)

Ok. 10 poszłyśmy po świeże rogaliki i kawkę do Mc’Donald’s i zostałyśmy na plaży do ok. godziny 17:) Było świetnie, a towarzystwa dotrzymywali nam dwaj Polacy z Karkowa!!!!

Ja dziś mam całkowity relaks i w końcu odespałam wszystko, co do odespania było! Ukrop jest niesamowity!!!!! Siedzi się w cieniu, a pot leci z każdego skrawka ciała. Tak jakby się człowiek topił:) ale to w końcu…Majorka!!!!!!!!!!!!!!!!!:):):):)

Buziaki:*:*:*

czwartek, 4 sierpnia 2011

i znowu weekend:):):)

kurcze!!!!:):):) jeszcze nie odespałam pełnego poaytywnej energii zeszłego weekendu, a jutro znowu piątek!:P

Absolutnie nie narzekam, ale czas płynie jakoś tak super szybko:) Może to dlatego, że sierpień jest typowym miesiącem oczekiwania, przyjazdów, wyjazdów, spotkań i spełnienia marzeń…tym razem nie tylko moich!:) choć moje tez się spełniły!!!:P No bo jakby to być mogło, gdyby mi się znowu w życiu coś nie udało?:P Dobra passo trwaj wiecznie!!!!!!!:D:D:D:D

Zeszły tydzień był cudowny!:) były bąbelki z mydła. Razem z dzieciakami miałyśmy frajdę. No i było tak bajkowo i romantycznie. W czwartek byłyśmy na super wycieczce:) W wiosce, gdzie stał stary dom, jeszcze z ustroju feudalnego. Było naprawdę pięknie. Zwiedziliśmy dom, dzieciaki miały frajdę, skosztowaliśmy typowych dla Majorki słodkości i spróbowałam wina! Mniam…nie tylko bajecznie, ale też pysznie!:) A w piątek był basen. Po raz pierwszy jechaliśmy z dzieciakami na basen oddalony spory kawałek drogi. Kurcze…to dopiero była wyprawa. Maludy spacerują makabrycznie, a do tego zmiana autobusów i jeszcze kawałek na pieszo. Uffff…ale jak już dotarliśmy do celu było super. Dzieciaki właściwie nie zajmowały nam czasu. Pobawiłam się z nimi w basenie, popływałam, powygłupiałam…było dużo śmiechu, prawie pełna swoboda i to, na co czekały już długo, długo…czyli ich ukochany basen! Sofia, dziewczynka z zespołem downa była w swoim żywiole. Czuje się jak ryba w wodzie, więc wystarczyło, że wsadziłyśmy ją do basenu…i jakby jej nie było!:) ehhhh…jak dobrze:) Oczywiście był to basen przeznaczony typowo dla dzieci, dlatego nie bałyśmy się, że coś się stanie. Dobrze, że istnieją takie baseny, bo nie wyobrażam sobie wyjścia na normalny basen z moją grupką nieznośnych dzieciaków.

Później cudowny weekend z dziewczynkami. Z darmowymi drinkami, pełnym relaksem i akcentem tureckim w tle. Było miło, fajnie, śmiesznie…jak to z nimi:)

A ten tydzień to zleciał tak, że właściwe nie mogę uwierzyć w to, że jutro już piątek. I znowu nieprzespana noc i pełno nowych wrażeń z Sangrią i lasagne z Mercadona w tle…hahahaha:) Smutnym jest fakt, że to mój ostatni weekend w Arenalu z dziewczynami. Za tydzień jadę tylko w sobotę i to już w obstawie mojej siostry i szwagra (przyszłego). A później Karolina i Marta wyjeżdżają.

Dlatego właśnie sierpień jest dla mnie miesiącem przylotów i odlotów. Za tydzień w piątek przylatuje moja siostra (JUPIIIIIIIIIII!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) i wylatuje we wtorek, następnie Karola wylatuje w piątek, a Marta 24.08. O kurcze…i wtedy to już wielkimi krokami będzie zbliżał się koniec, bo to już nadejdzie wrzesień…

Zbiera mi się na czarne myśli. Idę zatem, bo tak będzie lepiej, porozmawiać z Polską!:) Niech żyje skype!!!

Buziaki!:*:*:*

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

"jak pięknie jest...."

no coz...jest cudownie!!!!:D

ostatni tydzień był naprawdę super (o tym w kolejnym poście!), dziś 1 dzień sierpnia czyli do Madzi przyjazdu zostało 11 dni...:D jestem szczęśliwa, spędziłam cudowny weekend, mam cudowne przyjaciółki, jest ciepło, słonecznie...czegóz mozna chcieć więcej od zycia????:):):)

szczegóły jutro, o ile znajdę czas, bo końcówki wyprzedazy czekają...hahaha:D:D:D

Dobranoc z hiszpańskiego tarasiku w cudownie ciepłą noc...:)

niedziela, 24 lipca 2011

"jak minął dzień...?"

Jestem, jestem!:)

Dziś dzień całkowitego lenia! I bardzo mi z tym dobrze. Wstałam późno, zjadłam śniadanko, kilka odcinków „Plotkary”, sprzątanie, drzemka, kawka no i teraz pisze post.:) Potrzeba było mi takiego leniwego dnia. Mój organizm zregenerował się po męczącym tygodniu i próbuje zebrać się na nadchodzący.

We wtorek miną 4 tygodnie jak tu jesteśmy:) Kurcze, to już w sumie długo!!! Przyzwyczaiłam się już do życia tutaj. I choć nie jest to poprzedni Erasmus: pełen wolności, braku odpowiedzialności i nieustannych spotkać ze znajomymi, to bardzo mi ta teraźniejsza forma odpowiada. I składa się na to kilka powodów: po pierwsze jestem tu z moimi najlepszymi przyjaciółkami i bardzo mi się to podoba; po drugie to moje kolejne marzenia spełnia się w ten właśnie sposób; po trzecie: mam fajne praktyki, na których zdobędę doświadczenie, które w Polsce nie byłoby możliwe do osiągnięcia; po czwarte mój hiszpański znacznie się polepszy, co jest spowodowane faktem, iż codziennie przybywam tylko wśród hiszpańskojęzycznych ludzi; po piąte jestem na Majorce!:):):):):) itd…

W zeszłym tygodniu dzieciaki miały jakieś złe dni. Kurcze byłam tak zmęczona w piątek, że marzyłam o spaniu jak wstałam z łóżka. Cały czas musiałam krzyczeć, upominać, przypominać, itp., a o spokojnym posiłku to już w ogóle nie było mowy. No, ale jakoś przeżyłam tamten tydzień i mam nadzieję, że jutro znacznie się znacznie lepszy.

Nie wiem czy już to pisałam, ale te praktyki uświadomiły mi to, że z dziećmi, mówię to z 80 procentową pewnością, nie chcę pracować:) Dzieci są miłe, sympatyczne, można się od nich wiele nauczyć, ale potrzeba do nich wiele cierpliwości, której ja niestety nie posiadam. Przyznaję, że czasami mam taką myśl, że moje przekonanie wiążę się z tym, iż nie mogę się z nimi całkowicie pewnie i dokładnie komunikować, bo jednak robię to w innym języku. Ale z drugie strony wydaję mi się, że dzieci są dziećmi, niezależnie od kraju, i wszędzie potrzeba do nich cierpliwości i zrozumienia, a jak już powiedziałam tego mi brak:P

Bardzo podoba mi się organizacja czasu w Amitici. Dzieciaki naprawdę się nie nudzą, mają co robić i myślę, że dużo się uczą. W poniedziałki mamy zajęcia z gotowania i prace ręczne. Wygląda to tak, że coś pichcimy razem z dzieciakami (ciasto czekoladowe, mus limonowy, itp.) a manualidades to np. torebka z kartonu po mleku, lepienie z plasteliny, ozdabianie torebek z papieru, itp. Bardzo fajne zajęcia, przy których szybko leci czas. We wtorek idziemy z dzieciakami do parku i przyznaję, że jest to wyprawa. Cały czas trzeba powtarzać :szybciej, wolniej, uważaj, posuń się, idziemy w parach, w szeregu, jeden za drugim…i tak przez cały czas, aż do samego parku. A tam znowu zaczynają się nowe regułki: nie wchodź za wysoko, uwaga, nie pchaj się, itp. Dobra rzecz to taka, że po parku dzieciaki są zmęczone:) Środa to basen. Z racji tego, że nasze dzieciaki chyba są na basen za małe to mamy inną opcję. Otóż Amiticia rozłożyła nam basen na jednym z patio:) A, że jest duży, wysoki i blisko to wszyscy mamy z niego uciechę. Dzieciaki sine z zimna, ale w nim siedzą mając przy tym bardzo dużo frajdy. Czwartek to zajęcia fizyczne. Mamy specjalną salę ku temu przeznaczoną. Idziemy z dzieciakami i dajemy im pełną swobodę działania. Krzyczą, biegają, śmieją się i mają pełen fun!!! A my troszkę odpoczynku…trosinkę, bo co chwilę ktoś przybiega ze skargą na kolegę, że go: uderzył, popchnął, rzucił w nim czymś, itp. No i piątek to juegos de agua. Kurcze i to jest naprawdę świetna idea! Dzieciaki przebieramy w stroje kąpielowe, smarujemy kremem przeciwsłonecznym i heja na patio. A tam…przenoszenie kubków z wodą, napełnianie misek wodą i darmowy prysznic z węża ogrodowego. No cóż…ten darmowy prysznic to także dla wychowawczyń, jeżeli w jego posiadaniu jest Maxi – chłopak wolontariusz, który przychodzi pomagać – jak widać nie zawsze tak jak powinien:P Jest śmiesznie, wesoło, a dzieciaki naprawdę to lubią. Ciekawa jestem czy w Polsce jest taka inicjatywa. Czy w ogóle jest inicjatywa organizowania szkół letnich dla dzieciaków w różnym wieku??? No, a po tych wszystkich atrakcjach każdego dnia, ok. godziny 13:00 lub 13:30 jemy pyszny 3 daniowy obiad, co zabiera nam jakieś 2 godziny i później siesta i dzieciaki do domów!:):):) tak oto mija mi każdy tydzień na praktykach! Poza tym są jakieś wycieczki, wyjścia, itp. Jest ciekawie, interesująco, miło…ale też męcząco. Choć stokroć bardziej wolę takie zmęczenie na Majorce otoczona hiszpańskim, niż mniejsze, ale na Polskim gruncie otoczona szarą codziennością, deszczem i letnią jesienią:D:D:D

No, a już poza wszystkim, że jest super itp. toooo…wczoraj kupiliśmy bilety dla mojej siostry i jej chłopaka!!!!! Marzenie się spełnia! Odliczamy dni i już za 19 dni będą przy moim boku popijali Sangrię! Bardzo, bardzo, ale to bardzo cieszę się, że przyjeżdżają! Chociaż ktoś mnie odwiedzi…no i Madzia bardzo tego chciała! Jak widać chcieć to móc!:) A wczoraj jeszcze były zakupy z dziewczynkami są więc i nowe ciuchy i dużo frajdy.

Jeden minus…po ostatnim mega długi i , przyznaje przesadzonym opalaniu zeszła mi skóra i niestety nie wygląda to atrakcyjnie:( Za tydzień jadę znowu do Arenalu i mam nadzieję, że uda mi się to naprawić! OBY!

A dziś w Palmie deszczowo!:O sama byłam zaskoczona! Mama nadzieję, że w weekend będzie pięknie, bo czekam nie tylko na opalania, ale także na wschód słońca nad Morzem Śródziemnym!:)

Pozdrawiam,

Anka

czwartek, 14 lipca 2011

zaległości:)

O!O! chyba troszkę długo nie pisałam…:P nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to aż tyle dni minęło! Czas leci bardzo szybko…i z każdym dniem uświadamiam to sobie bardziej.

Otóż…ostatni weekend spędziłam w Arenal–u u Karoliny i Marty. Baaaardzo miło, troszkę boleśnie, ale z takim towarzystwem wszystko jest piękne!:)

A że weekend był urodzinowy (mój!!!:)!:) to sto lat na plaży o 5 nad ranem, nad Morzem Śródziemnym, w Hiszpanii, na Majorce, na plaży, z nimi…bezcenne!;) jeszcze takich urodzin nie miałam!!!!:D a w dodatku mnóstwo przepięknych i przemiłych życzeń z Polski...super!:) Odhaczyłam kolejny rok życia, kolejny, w którym spełniły się moje następne marzenia, w którym wpadłam na nowe pomysły…kolejny, który zaliczam do udanych! AMEN! Oby ten, który nadszedł teraz nie był gorszy…JJJ

A dziś znowu czwartek…i jutro piątek i znowu Arenal z dziewczynami. Tydzień zleciał bardzo szybko. Niestety jutro pracuję ostatni dzień z moją obecną współpracowniczką Cristiną. Cristi jest mega, super, fajna, ale była w 2 tygodniowym zastępstwie za Marię Jose. Mam nadzieję, że z Marią Jose będzie mi tak fajnie jak z Cristiną! Oby…ale już wypytałam i podobno jest świetna! Ehh…zobaczymy!;)

W tym tygodniu opracowałyśmy z Cristiną system karania dzieciaków, bo czasami naprawdę są nieznośne do granic możliwości. Ale jak to moja mama mówi „Ania…no takie są dzieci!”. Prawdę mówiąc strach mnie ogarnia na samą myśl o tym, że moje własne, osobiste dzieci też będą „no takie”:P system jest prosty: kto się źle zachowuje w ciągu całego dnia, na koniec otrzymuje czerwony krzyż do tabelki i następnego dnia nie może bawić się z innymi. I kropka. Zasad trzeba przestrzegać, a dzieciaki nie reagują histerią, więc jak na razie system się sprawdza…hihihiJ Jak to dziś stwierdziła Cristina „jak to dobrze być wychowawcą:P!!!

A w tym tygodniu były zabawy z wodą, robienie torebki z kartona po mleku, męczarnia przy obiedzie (bo wody, bo siku, bo coś innego, bo nie lubi, bo nie chce, bo skończyło i chce iść…uff!). Fakt faktem zaczynam się już bardzo przyzwyczajać – naprawdę. I co raz lepiej wychodzi mi to, aby być miłym dla dziecka, które wkurza mnie nieprzyzwoicie. A to ogromny sukces!:) i jest się czym chwalić szczerze powiedziawszy.

Z rozumieniem dzieciaków też radzę sobie co raz lepiej. Ale już wiem, że gdy dojdę do takiego etapu, że będę wiedziała wystarczająco dużo żeby pracować to okaże się, że czas wracać do Polski i szarej rzeczywistości. Swoją drogą dziś o mało nie kupiłam już biletu do domu. Bo moja druga połówka szuka okazji, aby kupić tani bilet bezpośrednio z Palmy do Poznania. I dziś takowa była, ale zanim się skonsultowaliśmy, co trwało mniej więcej ok. 10 min., okazja przepadła. No cóż...tak bywa! Ale moja mamunia kochana zapytała mnie dlaczego DOPIERO 2.10 chcę wrócić?? DOPIERO…przecież to najwcześniej jak tylko mogę. Ehhh…te mamy!:)

Moja kochana matka chrzestna wraz z wujkiem zachwyceni Hiszpanią! HA!!!! A nie mówiłam? A nie mówiłam??? Bo to kraj niesamowity, wspaniały, cudowny!:D I kropka.

Wczoraj sobie na wyprzedażach znowu byłam. Ale nic, ponadto, co potrzebne, nie kupiłam. Owszem wydałam troszkę kasy, ale…no właśnie! Wyprzedaże przecież są super!:)

No nic! Idę ogarnąć mój apartament. A jutro ARENALLLL!!!! I weekend na plaży…hahahaha!:)

Saludos i besitos!:):*

czwartek, 7 lipca 2011

rozpływam się...z widokiem na palmę!:)

Cóż…siedzę sobie na moim pięknym tarasiku z widokiem na palmę i podwórka mojej pracy (gdyż mieszkam w mieszkaniu „służbowym”) i piszę!:)

Wczoraj, tj. w środę mieliśmy z dzieciakami „juegos de agua” – zabawy z wodą. Było super!!! Dzieciaki się śmiały, biegały, bawiły…a i mnie się dość sporo wody dostało. W ruch poszedł wąż ogrodowy, balony z wodą, kubeczki z wodą i pełne miski wody…hahaha…super zabawa!!!!

Dziś…yhm, yhm…UWAGA! Wycieczka do supermarketu! Tak, tak...wiem jak to brzmi, ale na serio byliśmy pół dnia w supermarkecie takim z roślinkami, zwierzętami…takim ogrodniczymJ najpierw dzieciaki dostały do pomalowania doniczki, później każde posadziło swojego kwiatka, a na końcu była wycieczka pomiędzy półkami pełnymi kwiatów, rośli, drzew i zwierzaków. Naturalnie dzieciaki zachwycone, że mogły dotknąć, powąchać, popukać w szybkę rybkomJ Monitores – czyli my opiekunowie już tak zadowoleni nie byliśmy:P po pierwsze dostać się tam busem, a to prawie na końcu Palmy, więc nawet dwoma autobusami…a później upilnować tą zgraję diabłów ze ślicznymi buźkami…koszmar!!!! Ale dałam radę…jestem z siebie naprawdę każdego dnia dumna, że to wytrzymuję! Ale WIELKI, PRZEOGROMNY szacunek dla przedszkolanek!!! Przysięgam, że nie wiem jak Wy to robicie! Uff…no, ale przetrwałam…Zaira (najmniejsza, najsłodsza…niegrzeczna:P) zasnęła już w pierwszym busie więc było co nieść do Amitici w ten upał…uff…na szczęście później większość spała, więc my też odpoczęłyśmy gawędzącJ

Jutro już piątek…tak właściwie nie mogę w to troszkę uwierzyć. Praca, później zakupy (wyprzedaże górą!!!!:D:D:D!), a później weekend w Arenal z dziewuszkami! Yupi…!!!! A w niedziele idę na pokaz tańca Ani – córki p. Basi!:) coż…żyć nie umierać!:)

MEGA tu gorąco!!! a wczorja usłyszałam, ze to jeszcze nie jest najcieplejszy czas!!!:O rozpłynę się i nabiorę troszkę opalenizny...hehehe:) to luuuubię!:)

Pozdrawiam!

Anka

wtorek, 5 lipca 2011

początki:)

hej, hej!:)

to znowu ja!:) kto czytał, widział lub słyszał o blogu http://erasmushiszpanski.blogspot.com/ to znowu może poczytać, zobaczyć i usłyszeć o mojej wyprawie:) Anka z tej strony...z pięknego tarasiku na Majorce! zapraszam...:):):)

otóż zaczęło się ok. marca br.:) postanowiłam sobie znowu odwiedzić Hiszpanię, ale tym razem bardziej egzotycznie - Majorka:) siedziałam, przeglądałam, szukałam, czytałam, pisałam maile do instytucji z zapytaniem "która chciałabym przyjąć na praktyki Erasmus Polkę - czyli mnie:P" A, że to lato, to chciałam użyć troszkę, tudzież dużo, słonka no i wymyśliłam południe Hiszpanii, a później zamarzyłam o Majorce. No i spełniło się!!!

Oczywiście bez problemów się nie obyło! instytucja, która zgodziła się mnie przyjąć (zresztą była ona najlepsza ze wszystkich!)w ostatnim momencie, kiedy już bilety były kupione, odmówiła mi! z jakichś durnych powodów, a cała przepychanka kosztowała mnie duzo nerwów!;/ no, ale nie to nie! zaczęłam szukać dalej!:) kilka instytucji odpisało, ze to za późno (fakt faktem szukałam 3 dni przed wylotem!), ze nie teraz, ze to, ze tamto! ale w przypływie zalu, desperacji i postanowienia, no i w duzej mierze z przypadku napisałam do Stowarzyszenia Polaków na Majorce.

I to był strzał w 10!!!!!:D odpowiedź dostałam praktycznie od razu, z zapewnieniem, ze zostanie poruszone niebo i ziemia wszystkimi kanałami, aby mi pomóc!!! no i UDAŁO SIĘ!!!! w dzień wyjazdu podpisałam wszystkie potrzebne dokumenty, napisałam ostatni egzamin w sesji, pozamykałam wazne sprawy w Polsce i o 17:15 z pomocą mamy, Karoliny, Marty i Wszystkich Świętych wyleciałam na kolejną przygodę!:D:D:D

Przed wylotem miałam 3 opcje: albo uda mi się wyjechać na praktyki, albo pójdę do pracy z dziewczynami (bo one z takim zamiarem leciały), albo będziemy miały super wakacje! coz...wyszło najlepiej jak mogło...ja mam praktyki, one pracę, a przy okazji mega wakacje!!!!!:D:D:D

Pani Basia ze Stowarzyszenia...nasza opiekunka i matka chrzestna sukcesu!!!:D odebrała nas z lotniska, dała miejsce do spania, załatwiła praktyki i sprawiła, ze czujemy się tu bardzo bezpieczne i właściwie nie ma się o co martwić - a to najwazniejsze!!! właściwie nie ma słów zeby opisać to, co ona dla nas zrobiła!!! Anioł Stróz w ludzkim ciele z bardzo dobrym sercem!!!!:):):):):) gdyby takich ludzi było więcej świat pogrązyłby się w dobroci i szczęściu!!!:):):)

Moje praktyki...Asociacion Amiticia...w Palma de Mallorca! Stowarzyszenie z Nuria na czele! juz po telefonie z Polski do Nuri, w sprawie moich dokumentów, które potrzebowałam na wczoraj, wiedziałam, ze to będzie super doświadczenie!:D Nuria nie miała żadnych problemów z wypełnieniem dokumentów dla mnie - zrobiła to praktycznie od ręki! nie chciała zadnych planów praktyki - których nie mam, nie zadawała zbędnych pytań, zadnych zbędnych formalności! i tak oto, z jej pomocą równiez - się stało! generalnie Amiticia zajmuje się organizowaniem czasu wolnego dla dzieci (podczas wakacji całe dnie, a w czasie szkolnym popołudniami) oraz osobami z, szeroko rozumianą, niepełnosprawnością! Przyznaję, ze miałam obawy przed tą pracą. Nigdy nie pracowałam z osobami niepełnosprawnymi i nie mam pojęcia jak taka praca wygląda...tzn. teraz juz mam! Na szczęście ja dostałam grupę małych, zdrowych dzieci do ok. 5 lat dzieci. Mamy w grupie jedną dziewczynkę z zespołem Downa, ale jest cudowna!:)

Pracuję z ludźmi z doświadczeniem, starszymi, młodymi i niezwykle oddanymi swojej pracy. Kiedy patrzę na dziewczyny w moim wieku, które z duzym oddaniem pracują z osobami z niekiedy naprawde duza niepelnosprawnoscia, to jestem pełna podziwu dla nich!!!!! Amiticia to jedna wielka rodzina!

Czuję się tu naprawdę dobrze, dni lecą szybko, a teraz jeszcze zaczynam zyć od weekendu do weekendu, które będę spędzała z moimi dziewczynami w Arenal - u!!! miejscu, które jest jedną wielką imprezą!:)

Cóz to tyle na dziś i na początek!:) postaram się pisać codziennie, ale nie wiem czy jest to wykonalne!:)

Anka