Absolutnie nie narzekam, ale czas płynie jakoś tak super szybko:) Może to dlatego, że sierpień jest typowym miesiącem oczekiwania, przyjazdów, wyjazdów, spotkań i spełnienia marzeń…tym razem nie tylko moich!:) choć moje tez się spełniły!!!:P No bo jakby to być mogło, gdyby mi się znowu w życiu coś nie udało?:P Dobra passo trwaj wiecznie!!!!!!!:D:D:D:D
Zeszły tydzień był cudowny!:) były bąbelki z mydła. Razem z dzieciakami miałyśmy frajdę. No i było tak bajkowo i romantycznie. W czwartek byłyśmy na super wycieczce:) W wiosce, gdzie stał stary dom, jeszcze z ustroju feudalnego. Było naprawdę pięknie. Zwiedziliśmy dom, dzieciaki miały frajdę, skosztowaliśmy typowych dla Majorki słodkości i spróbowałam wina! Mniam…nie tylko bajecznie, ale też pysznie!:) A w piątek był basen. Po raz pierwszy jechaliśmy z dzieciakami na basen oddalony spory kawałek drogi. Kurcze…to dopiero była wyprawa. Maludy spacerują makabrycznie, a do tego zmiana autobusów i jeszcze kawałek na pieszo. Uffff…ale jak już dotarliśmy do celu było super. Dzieciaki właściwie nie zajmowały nam czasu. Pobawiłam się z nimi w basenie, popływałam, powygłupiałam…było dużo śmiechu, prawie pełna swoboda i to, na co czekały już długo, długo…czyli ich ukochany basen! Sofia, dziewczynka z zespołem downa była w swoim żywiole. Czuje się jak ryba w wodzie, więc wystarczyło, że wsadziłyśmy ją do basenu…i jakby jej nie było!:) ehhhh…jak dobrze:) Oczywiście był to basen przeznaczony typowo dla dzieci, dlatego nie bałyśmy się, że coś się stanie. Dobrze, że istnieją takie baseny, bo nie wyobrażam sobie wyjścia na normalny basen z moją grupką nieznośnych dzieciaków.
Później cudowny weekend z dziewczynkami. Z darmowymi drinkami, pełnym relaksem i akcentem tureckim w tle. Było miło, fajnie, śmiesznie…jak to z nimi:)
A ten tydzień to zleciał tak, że właściwe nie mogę uwierzyć w to, że jutro już piątek. I znowu nieprzespana noc i pełno nowych wrażeń z Sangrią i lasagne z Mercadona w tle…hahahaha:) Smutnym jest fakt, że to mój ostatni weekend w Arenalu z dziewczynami. Za tydzień jadę tylko w sobotę i to już w obstawie mojej siostry i szwagra (przyszłego). A później Karolina i Marta wyjeżdżają.
Dlatego właśnie sierpień jest dla mnie miesiącem przylotów i odlotów. Za tydzień w piątek przylatuje moja siostra (JUPIIIIIIIIIII!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) i wylatuje we wtorek, następnie Karola wylatuje w piątek, a Marta 24.08. O kurcze…i wtedy to już wielkimi krokami będzie zbliżał się koniec, bo to już nadejdzie wrzesień…
Zbiera mi się na czarne myśli. Idę zatem, bo tak będzie lepiej, porozmawiać z Polską!:) Niech żyje skype!!!
Buziaki!:*:*:*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz