niedziela, 24 lipca 2011

"jak minął dzień...?"

Jestem, jestem!:)

Dziś dzień całkowitego lenia! I bardzo mi z tym dobrze. Wstałam późno, zjadłam śniadanko, kilka odcinków „Plotkary”, sprzątanie, drzemka, kawka no i teraz pisze post.:) Potrzeba było mi takiego leniwego dnia. Mój organizm zregenerował się po męczącym tygodniu i próbuje zebrać się na nadchodzący.

We wtorek miną 4 tygodnie jak tu jesteśmy:) Kurcze, to już w sumie długo!!! Przyzwyczaiłam się już do życia tutaj. I choć nie jest to poprzedni Erasmus: pełen wolności, braku odpowiedzialności i nieustannych spotkać ze znajomymi, to bardzo mi ta teraźniejsza forma odpowiada. I składa się na to kilka powodów: po pierwsze jestem tu z moimi najlepszymi przyjaciółkami i bardzo mi się to podoba; po drugie to moje kolejne marzenia spełnia się w ten właśnie sposób; po trzecie: mam fajne praktyki, na których zdobędę doświadczenie, które w Polsce nie byłoby możliwe do osiągnięcia; po czwarte mój hiszpański znacznie się polepszy, co jest spowodowane faktem, iż codziennie przybywam tylko wśród hiszpańskojęzycznych ludzi; po piąte jestem na Majorce!:):):):):) itd…

W zeszłym tygodniu dzieciaki miały jakieś złe dni. Kurcze byłam tak zmęczona w piątek, że marzyłam o spaniu jak wstałam z łóżka. Cały czas musiałam krzyczeć, upominać, przypominać, itp., a o spokojnym posiłku to już w ogóle nie było mowy. No, ale jakoś przeżyłam tamten tydzień i mam nadzieję, że jutro znacznie się znacznie lepszy.

Nie wiem czy już to pisałam, ale te praktyki uświadomiły mi to, że z dziećmi, mówię to z 80 procentową pewnością, nie chcę pracować:) Dzieci są miłe, sympatyczne, można się od nich wiele nauczyć, ale potrzeba do nich wiele cierpliwości, której ja niestety nie posiadam. Przyznaję, że czasami mam taką myśl, że moje przekonanie wiążę się z tym, iż nie mogę się z nimi całkowicie pewnie i dokładnie komunikować, bo jednak robię to w innym języku. Ale z drugie strony wydaję mi się, że dzieci są dziećmi, niezależnie od kraju, i wszędzie potrzeba do nich cierpliwości i zrozumienia, a jak już powiedziałam tego mi brak:P

Bardzo podoba mi się organizacja czasu w Amitici. Dzieciaki naprawdę się nie nudzą, mają co robić i myślę, że dużo się uczą. W poniedziałki mamy zajęcia z gotowania i prace ręczne. Wygląda to tak, że coś pichcimy razem z dzieciakami (ciasto czekoladowe, mus limonowy, itp.) a manualidades to np. torebka z kartonu po mleku, lepienie z plasteliny, ozdabianie torebek z papieru, itp. Bardzo fajne zajęcia, przy których szybko leci czas. We wtorek idziemy z dzieciakami do parku i przyznaję, że jest to wyprawa. Cały czas trzeba powtarzać :szybciej, wolniej, uważaj, posuń się, idziemy w parach, w szeregu, jeden za drugim…i tak przez cały czas, aż do samego parku. A tam znowu zaczynają się nowe regułki: nie wchodź za wysoko, uwaga, nie pchaj się, itp. Dobra rzecz to taka, że po parku dzieciaki są zmęczone:) Środa to basen. Z racji tego, że nasze dzieciaki chyba są na basen za małe to mamy inną opcję. Otóż Amiticia rozłożyła nam basen na jednym z patio:) A, że jest duży, wysoki i blisko to wszyscy mamy z niego uciechę. Dzieciaki sine z zimna, ale w nim siedzą mając przy tym bardzo dużo frajdy. Czwartek to zajęcia fizyczne. Mamy specjalną salę ku temu przeznaczoną. Idziemy z dzieciakami i dajemy im pełną swobodę działania. Krzyczą, biegają, śmieją się i mają pełen fun!!! A my troszkę odpoczynku…trosinkę, bo co chwilę ktoś przybiega ze skargą na kolegę, że go: uderzył, popchnął, rzucił w nim czymś, itp. No i piątek to juegos de agua. Kurcze i to jest naprawdę świetna idea! Dzieciaki przebieramy w stroje kąpielowe, smarujemy kremem przeciwsłonecznym i heja na patio. A tam…przenoszenie kubków z wodą, napełnianie misek wodą i darmowy prysznic z węża ogrodowego. No cóż…ten darmowy prysznic to także dla wychowawczyń, jeżeli w jego posiadaniu jest Maxi – chłopak wolontariusz, który przychodzi pomagać – jak widać nie zawsze tak jak powinien:P Jest śmiesznie, wesoło, a dzieciaki naprawdę to lubią. Ciekawa jestem czy w Polsce jest taka inicjatywa. Czy w ogóle jest inicjatywa organizowania szkół letnich dla dzieciaków w różnym wieku??? No, a po tych wszystkich atrakcjach każdego dnia, ok. godziny 13:00 lub 13:30 jemy pyszny 3 daniowy obiad, co zabiera nam jakieś 2 godziny i później siesta i dzieciaki do domów!:):):) tak oto mija mi każdy tydzień na praktykach! Poza tym są jakieś wycieczki, wyjścia, itp. Jest ciekawie, interesująco, miło…ale też męcząco. Choć stokroć bardziej wolę takie zmęczenie na Majorce otoczona hiszpańskim, niż mniejsze, ale na Polskim gruncie otoczona szarą codziennością, deszczem i letnią jesienią:D:D:D

No, a już poza wszystkim, że jest super itp. toooo…wczoraj kupiliśmy bilety dla mojej siostry i jej chłopaka!!!!! Marzenie się spełnia! Odliczamy dni i już za 19 dni będą przy moim boku popijali Sangrię! Bardzo, bardzo, ale to bardzo cieszę się, że przyjeżdżają! Chociaż ktoś mnie odwiedzi…no i Madzia bardzo tego chciała! Jak widać chcieć to móc!:) A wczoraj jeszcze były zakupy z dziewczynkami są więc i nowe ciuchy i dużo frajdy.

Jeden minus…po ostatnim mega długi i , przyznaje przesadzonym opalaniu zeszła mi skóra i niestety nie wygląda to atrakcyjnie:( Za tydzień jadę znowu do Arenalu i mam nadzieję, że uda mi się to naprawić! OBY!

A dziś w Palmie deszczowo!:O sama byłam zaskoczona! Mama nadzieję, że w weekend będzie pięknie, bo czekam nie tylko na opalania, ale także na wschód słońca nad Morzem Śródziemnym!:)

Pozdrawiam,

Anka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz