czwartek, 14 lipca 2011

zaległości:)

O!O! chyba troszkę długo nie pisałam…:P nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to aż tyle dni minęło! Czas leci bardzo szybko…i z każdym dniem uświadamiam to sobie bardziej.

Otóż…ostatni weekend spędziłam w Arenal–u u Karoliny i Marty. Baaaardzo miło, troszkę boleśnie, ale z takim towarzystwem wszystko jest piękne!:)

A że weekend był urodzinowy (mój!!!:)!:) to sto lat na plaży o 5 nad ranem, nad Morzem Śródziemnym, w Hiszpanii, na Majorce, na plaży, z nimi…bezcenne!;) jeszcze takich urodzin nie miałam!!!!:D a w dodatku mnóstwo przepięknych i przemiłych życzeń z Polski...super!:) Odhaczyłam kolejny rok życia, kolejny, w którym spełniły się moje następne marzenia, w którym wpadłam na nowe pomysły…kolejny, który zaliczam do udanych! AMEN! Oby ten, który nadszedł teraz nie był gorszy…JJJ

A dziś znowu czwartek…i jutro piątek i znowu Arenal z dziewczynami. Tydzień zleciał bardzo szybko. Niestety jutro pracuję ostatni dzień z moją obecną współpracowniczką Cristiną. Cristi jest mega, super, fajna, ale była w 2 tygodniowym zastępstwie za Marię Jose. Mam nadzieję, że z Marią Jose będzie mi tak fajnie jak z Cristiną! Oby…ale już wypytałam i podobno jest świetna! Ehh…zobaczymy!;)

W tym tygodniu opracowałyśmy z Cristiną system karania dzieciaków, bo czasami naprawdę są nieznośne do granic możliwości. Ale jak to moja mama mówi „Ania…no takie są dzieci!”. Prawdę mówiąc strach mnie ogarnia na samą myśl o tym, że moje własne, osobiste dzieci też będą „no takie”:P system jest prosty: kto się źle zachowuje w ciągu całego dnia, na koniec otrzymuje czerwony krzyż do tabelki i następnego dnia nie może bawić się z innymi. I kropka. Zasad trzeba przestrzegać, a dzieciaki nie reagują histerią, więc jak na razie system się sprawdza…hihihiJ Jak to dziś stwierdziła Cristina „jak to dobrze być wychowawcą:P!!!

A w tym tygodniu były zabawy z wodą, robienie torebki z kartona po mleku, męczarnia przy obiedzie (bo wody, bo siku, bo coś innego, bo nie lubi, bo nie chce, bo skończyło i chce iść…uff!). Fakt faktem zaczynam się już bardzo przyzwyczajać – naprawdę. I co raz lepiej wychodzi mi to, aby być miłym dla dziecka, które wkurza mnie nieprzyzwoicie. A to ogromny sukces!:) i jest się czym chwalić szczerze powiedziawszy.

Z rozumieniem dzieciaków też radzę sobie co raz lepiej. Ale już wiem, że gdy dojdę do takiego etapu, że będę wiedziała wystarczająco dużo żeby pracować to okaże się, że czas wracać do Polski i szarej rzeczywistości. Swoją drogą dziś o mało nie kupiłam już biletu do domu. Bo moja druga połówka szuka okazji, aby kupić tani bilet bezpośrednio z Palmy do Poznania. I dziś takowa była, ale zanim się skonsultowaliśmy, co trwało mniej więcej ok. 10 min., okazja przepadła. No cóż...tak bywa! Ale moja mamunia kochana zapytała mnie dlaczego DOPIERO 2.10 chcę wrócić?? DOPIERO…przecież to najwcześniej jak tylko mogę. Ehhh…te mamy!:)

Moja kochana matka chrzestna wraz z wujkiem zachwyceni Hiszpanią! HA!!!! A nie mówiłam? A nie mówiłam??? Bo to kraj niesamowity, wspaniały, cudowny!:D I kropka.

Wczoraj sobie na wyprzedażach znowu byłam. Ale nic, ponadto, co potrzebne, nie kupiłam. Owszem wydałam troszkę kasy, ale…no właśnie! Wyprzedaże przecież są super!:)

No nic! Idę ogarnąć mój apartament. A jutro ARENALLLL!!!! I weekend na plaży…hahahaha!:)

Saludos i besitos!:):*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz